Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español    

 

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania USOPAŁ Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Kącik kulturalny

 

AKADEMIA POLSKA

 

Artykuły Akademii:

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

Regionalizm a suwerenność

 

 

Na życzenie wielu z Was postanowiłem odnieść się do ciągle aktualnego tematu pojęć: niepodległość (zamiennie również określana jako suwerenność państwowa) oraz region. Pierwszą nazwę niezwykle konkretnie określa definicja, zawarta w większości pomocy naukowych, czy po prostu zwykłych, domowych encyklopediach: „...niezależność władzy państwowej od wszelkiej władzy w stosunkach z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi.” Możemy też – synonimowo – odnieść się do tego krócej jako do władzy zwierzchniej, panującej, gdzie kontrola takiej władzy nad powierzonym jej – na mocy praw historycznych tudzież innych – jest całkowita. Proszę zauważyć iunctim między pojęciami suwerenności oraz niepodległości – oba pojęcia różni jedynie proweniencja. O ile pierwsze jest pochodzenia rzymskiego i przez całe wieki miało swój wydźwięk w łacinie, potem zaaklimatyzowało się w różnych językach – także w polskim -  o tyle drugie – oznaczające dokładnie to samo – ma źródłosłów typowo słowiański. Dlatego rozpatruję je tożsamo.

Z kolei pojęcie regionu, zdefiniowane podobnie krótko, aczkolwiek bardzo dobitnie jako „wydzielony, stosunkowo jednorodny obszar, odróżniający się od terenów przyległych określonymi cechami naturalnymi lub nabytymi” stawiam jako przeciwstawienie pojęcia suwerenności (niepodległości). Oczywiście, prawdą jest, że regionalizm jako zespół dbałości o zachowanie własnego dziedzictwa kulturowego, a więc języka czy tradycji może przekształcić się ewentualnie w tzw. odrodzenie narodowe, a ono dopiero może (aczkolwiek nie zawsze musi) stać się podwaliną dla suwerenności państwowej. Takie procesy obserwowaliśmy na przestrzeni XIX i początków XX wieku na Ukrainie czy Litwie.

Mniej więcej ten sam czas stał się – na zasadzie kontrakcji – początkiem powstawania pierwocin „unijnych” (jak to dzisiaj moglibyśmy nazwać). A więc z jednej strony mamy dążenie do niepodległości, zaś – z drugiej – do regionalizacji. Już w tym historycznym, krótkim naświetleniu bardzo charakterystycznym są dwie, przeciwstawne sobie siły: narodowe oraz imperialne. Pierwsze dążyły do suwerennego państwa, zarówno te, które państwowości nie miały jak choćby Ukraina, inne, do wybicia się na niepodległość, jak Polska czy – odwołująca się jeszcze do czasów sprzed Unii Lubelskiej, do Państwa Kiejstutów – Litwa. Państwa Imperialne, czyli Monarchia Habsbuska, przekształcona w dualistyczną Monarchię Austro-Węgier oraz – z drugiej strony - graniczące z nią Imperium Rosyjskie Romanowych, miały za cel powstanie sui generi unii własnych popleczników, którzy nie mieliby wiele do powiedzenia, stając się regionami, ale – przy pewnym, niewielkim stopniu autonomii danej im z łaski Cesarza Habsburga czy cara – staliby się zapleczem nowych wpływów w ówczesnej Europie. Takie były w XIX wieku pierwociny panslawizmu z jednej strony, zaś idei Mitteleuropy z drugiej. Panslawizm zaowocował parciem Rosji w kierunku południowym w Europie, powoli ustalając sfery wpływów między ówczesnym Wschodem a Zachodem. Tak stopniowo pod wpływy carów przechodziły regiony i kraje, w których dominowała tożsama religia prawosławna oraz cyrylica (Serbia czy Bułgaria). Z kolei pod berło Habsburgów w tych pierwocinach unifikacji dostawały się kraje kultury łacińskiej...

Idea Mitteleuropy, która wykluła się w szkole Monarchii Habsburskiej w drugiej połowie XIX wieku, nie przeszła niezauważona przez faktycznego zwierzchnika Zachodu Europy, jakim były zjednoczone pod władzą Otto von Bismarcka Niemcy. Po upokorzeniu i totalnym zwycięstwie nad Francją w bitwie pod Sedanem w 1870 roku zaczęły one własne parcie do unifikacji krain i państewek, leżących na osi Berlin-Istambuł, a niedługo również Bagdad. Zewnętrznym wyrazem tego była ekspansja gospodarcza Niemiec w tym kierunku wyrażająca się na zewnątrz budową linii kolejowej z Berlina do Istambułu oraz Bagdadu. To mieszało – rzecz jasna – plany Austro-Węgier, ale dualistyczna Monarchia Habsburgów, nauczona ciężką klęską w wojnie z Prusami pod Sadovą w 1866 roku miała do wyboru: stać się niemieckim zapleczem albo zostać całkowicie starta z powierzchni ziemi. Innymi słowy: nie miała wiele do powiedzenia. Te uwarunkowania sprawiły, że Niemcy bismarckowskie powoli przejęły ideę tworzenia własnej unii państw, według swego widzimisię.

W zaistniałej sytuacji, w końcu XIX wieku zaczęły powstawać dwa bloki państw, połączone wspólnotą interesów. Z jednej strony blok Entente Cordiale z Rosją, Anglią i Francją, próbującymi odbudować własne wpływy w ekspansji na Wschód, z drugiej zaś Niemiec i Austro-Węgier, próbującymi budować swoją oś z Turcją dla ekpansji gospodarczej... Śmierć arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie w 1914 roku była tylko pretekstem, by różnice imperialnych planów zaowocowały I-szą wojną światową...

Charakterystycznym jest, że właśnie z wybuchem I-szej wojny światowej Niemcy naukowo już „zawłaszczyły” sobie pojęcie Mitteleuropy ze szkoły Monarchii Habsburskiej. W 1915 roku ukazało się tam dziełko Neumanna „Mitteleuropa”, zawierające podstawy założeń ekonomicznego podboju Europy, z przekształceniem jej w Europę regionów pod władzą Niemiec. Wbrew pozorom i późniejszym niemieckim wzlotom i porażkom, dziełko to głęboko wpisało się w późniejsze doktryny Niemiec.

O ile I-sza i II-ga wojny światowe miały na celu regionalizację Europy poza granicami Niemiec, o tyle jednak dążenie do unifikacji ówczesnej Europy było błędne z założenia, opierając się na militarnym podboju. Faktem jednak jest, że nawet rządy niemieckie doby Hitlera opierały się na regionalizacji, tworząc (na podstawie różnych przesłanek) marionetkowe „rządy” w całej Europie. Część z nich’ „pseudosojusznicza” jak Węgry, Bułgaria czy Rumunia, część jako Protektorat (Czechy i Morawy), część pod całkowitą kotrolą (Vichy we Francji czy Quisling w Norwegii) – miały sprawiać takie wrażenie. Przecież i Andrejowi Melnykowi – współtworcy osławionej morderstwami SS-Galizien obiecano powstanie jakiegoś „Państwa Ukraińskiego” w pełnej zależności od Niemiec.  Tutaj najlepiej widać, że – w militarnym podboju – idea Neumanna żyła dosyć skutecznie...

II wojna światowa zniweczyła tymczasowo idee Neumanna. Pokazała ona, że na drodze militarnego podboju nie da się jej wprowadzić. Pozostała wojna ekonomiczna, prowadzona powoli, aczkolwiek dogłębnie... Niemcy szybko wydobyły się z zapaści wojennej. Polska – niestety – nie, jako że była narażona na szczególne straty, dostając dodatkowo się do bloku wschodniego. I chociaż sowiecka propaganda wykorzystała polski patriotyzm w odbudowie Polski, to jednak miała ona na celu stworzenie własnego nowego porządku... teraz zwanego: socjalizmem, czyli etapem przejściowym do komunizmu. A zatem etapem przejciowym na drodze do budowy swoistej unii, opartej o Moskwę. Unii, gdzie – docelowo – nie miało być granic, zaś komunistyczny porządek świata zakładał regionalizację wszystkich zniewolonych narodów, których jedynym „grzechem” było ich położenie geopolityczne, wykorzystane przy podziale powojennego świata w Jałcie.

Propaganda i terror lat komunizmu to w Polsce oraz innych krajach bloku wschodniego,  powolny okres słabnięcia agresji totalnej sowieckiej unii, która miała obowiązywać w ustroju komunistycznym. Utopijność tej koncepcji polegała przede wszystkim na towarzyszącej jej nierealności ekonomicznych uwarunkowań. Sam Związek Sowiecki powoli, ale skutecznie zaczął marsz ku własnej zapaści ekonomicznej. I chociaż niewolnicza praca Archipelagu Gułag, ogromny zastrzyk w różnego rodzaju sprzęcie podczas II wojny światowej (nie tylko militarnym) czy reparacje wojenne wystarczały, by państwo to funkcjonowało przez pewien czas jako superpotęga światowa. Nie starczało jednak środków na realizację hasła komunizmu ogólnoświatowego.

Pewnego rodzaju cezurę czasową ostatecznego rozbratu z ideą komunistycznej unii stanowią: śmierć Josefa Wissarionowicza Stalina oraz krwawo stłumione przez Armię Sowiecką powstanie węgierskie 1956 roku. Idea regionalizacji państw satelickich ZSRS zaczęła ewoluować w kierunku utrzymania lojalności „sojuszniczej” i wydania swego rodzaju mizernego kredytu zaufania dla ich przywódców. Charakterystycznym tego przejawem było wprowadzenie wojsk państw „sojuszniczych „ do Czechosłowacji w 1968 zamiast tylko sił Armii Sowieckiej, jak to miało miejsce 12 lat wcześniej na Węgrzech. Inne też światło zaczęło się pojawiać w dźwiękach ogarniającej wszystko propagandy: hasło budowy komunizmu (zatem zakładające realne powstanie socjalizmu) nawet w samym ZSRS zostało zastąpione hasłem... budowy socjalizmu. Ten odwrót od komunistycznych unijnych mrzonek widoczny zaczął być we wszystkich przejawach życia państw satelickich, w tym i Polski. Nie bez znaczenia tutaj był też fakt stopniowego nasilania sie oporu wśród tych państw.

Polska, jako największe terytorialnie i ludnościowo państwo bloku sowieckiego, w dodatku państwo o tysiącletniej kulturze i przywiązane do tradycji, jako jedyne mogło się przeciwstawić komunistycznemu kolosowi na glinianych nogach. Przekazywane z pokolenia na pokolenie przywiązanie do niepodległości i umiłowanie Ojczyzny, nasilające się zwłaszcza w dobie tragedii narodowych (zabory, powstania czy wojny) to zasadnicze elementy życia i trwania ducha Narodu w ostatnich dwóch stuleciach. Właśnie w najtrudniejszych czasach, Polacy potrafili nie tylko silnie oprzeć się na wartościach wiary i tradycji tysiąca lat, lecz przede wszystkim – zahartowani w walce o Niepodległą – wiedzieli jak wykorzystać te atrybuty  w zmienionej rzeczywistości. W trudnych czasach Polska zawsze miała szczęście do wyłaniania wybitnych jednostek. U progu odzyskiwania niepodległości w 1918 roku był Dmowski, Korfanty, Paderewski, Piłsudski czy Witos. Celowo wymieniam w kolejności alfabetycznej, by przedstawić tylko same postaci, bez – obcego historii – wyróżniania kogokolwiek. Podobnie XX wiek zaowocował w Polsce wielkimi postaciami Prymasa Tysiąclecia ks. Stefana kardynała Wyszyńskiego czy jego wychowanka i zarazem największego Polaka wszechczasów Ojca Świętego Jana Pawła II. Wszyscy pamiętamy przesłanie Ojca Świętego z jego pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 roku: „Niech Duch Twój zstąpi i odnowi oblicze tej ziemi...”

Dalsze wydarzenia: strajkowy opór, powstanie „Solidarności” i jej stłumienie stanem wojennym, tzw. „okrągły stół”, którego kanty do dzisiaj odciskają się większości Narodu czy wyprzedaż majątku narodowego w obce ręce, afery korupcyjne... To dla Was znane fakty i ani czas ani miejsce tutaj by je drobiazgowo przedstawiać. Każde z tych wydarzeń to nasza współczesność, w której ponownie doszedł do głosu konflikt między niepodległością a regionalizmem. Rozdmuchana do gigantycznych rozmiarów propaganda prounijna, wspomagana najczęściej funduszami spoza Polski, doprowadziła do przeważenia szali na korzyść regionalizacji i kolejnej utraty niepodległości. Tzw. „większość” (około 70% z około 30% uprawnionych do głosowania) zadecydowała w referendum o 100% utracie niepodległości i zepchnięcia Polski do rangi regionu.

Tyle na temat historycznej części niepodległościowych i regionalnych uwarunkowań. Pora przejść do teorii państwa, by wyjaśnić podstawowe różnice między nimi. Otóż warunek sine qua non suwerenności państwowej (niepodległości) zakłada absolutną niezawisłość i niezależność podstawowych trzech gałęzi władzy: ustawodawczej, wykonawczej oraz sądowniczej. Oznacza to dalej, że brak nawet jednej z nich w tym pojęciu natychmiast stawia poza nawiasem jakąkolwiek dyskusję o niepodległości. 

A jak to wygląda od 1 maja 2004 roku ?

Władza ustawodawcza czyli Konstytucja oraz Zgromadzenie Narodowe (obie izby Parlamentu czyli Sejm i Senat). Wszystkie wymienione organy tej władzy utraciły jakąkolwiek suwerenność działania na obszarze byłego państwa polskiego. Zastąpiły je – wbrew nawet najżywotniejszym interesom państwa – Konstytucja UE oraz Parlament UE, leżące poza granicami regionu polskiego i uchwalające własne ustawy najwyższego rzędu. Nie muszą one być i nie są zgodne z jakimkolwiek interesem narodowym Polaków. Nic w tym dziwnego, bo przecież faktyczni władcu Unii muszą dbać o własne interesy oraz wyciągnięcie maksimum korzyści dla siebie. Nie tylko nie zezwolono europarlamentarzystom z regionu polskiego (innych regionów również) na równość głosów z głosami europarlamentarzystów np. z Niemiec czy Francji, ale wręcz wprowadzono pojęcie tzw. „konstruktywnej większości” przy głosowaniu. Konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni to pojęcie.

Władza wykonawcza czyli rząd i podległe mu resorty (ministerstwa). Tutaj również nie może być mowy o jakiejkolwiek suwerenności państwowej z dwojakiego względu. Po pierwsze: władza wykonawcza (z samej definicji tej gałęzi władzy) jest wykonawcą ustaw wyższego rzędu uchwalanych przez władzę ustawodawczą. Skoro atrybuty władzy ustawodawczej są poza zasięgiem jej własnej kontroli, spoczywając w rękach pozapolskich organizacji międzynarodowych, władza wykonawcza musi egzekwować te ustawy, bez możliwości sprzeciwu. Po drugie: władza wykonawcza już przed 1 maja 2004 roku rozpoczęła wchłanianie z proweniencji obcych przepisów Unii Europejskiej, dotyczących egzekucji na terytorium regionu polskiego. Jedynym – wątpliwym zresztą – „plusem” tego jest przekazanie różnym resortom wytycznych prawa unijnego do natychmiastowej realizacji, nawet bez tłumaczenia ich na język polski. Wygląda to na bardzo przyśpieszony kurs języków obcych dla urzędników administracji państwowej. A z drugiej strony to dobrze zapowiadający się „unijny znak szacunku” dla innych narodowości, zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę setki tysięcy stron przekazanych instrukcji prawnych.

Władza sądownicza. Ta gałąź władzy powinna być w każdym ustroju niezawisła i niezależna. Nie tylko od czynników wewnętrznych w państwie ale przede wszystkim od czynników zewnętrznych. Dlatego jest w swojej randze tożsama władzy wykonawczej a podległa tylko wobec aktów wyższego rzędu, uchwalanych przez władzę ustawodawczą. Tutaj znowu mamy do czynienia z podległością władzy ustawodawczej obcemu ośrodkowi, a więc – na zasadzie przechodności – jest to pierwsza przesłanka do zależności władzy sądowniczej. Gdy do tego dodamy stosowaną w praktyce zasadę odwołań się od wyroków jurysdykcji regionu polskiego do sądu w Strassburgu – komentarzy nie trzeba dodawać.

Już z tego, co napisałem wynika jasno, że nie tylko w dniu 1 maja 2004 roku nastąpiła całkowita utrata niepodległości Polski, ale również, że któryś raz w historii Polski ostatnich dwóch wieków stanęliśmy przed pytaniem: co dalej ? Czy kroczyć drogą romantyzmu i powstań narodowych (wcześniej czy później musi do tego dojść, bo sytuacja zarówno ekonomiczna rodzin polskich jak i powolne otwarcie się oczu na to, co się dokonało doprowadzi do tego) ? Czy też istnieje inny przepis na ten miszmasz dziejowy ?

Na pewno niedobrze będzie jeśli podążymy drogą romantyzmu, nie bedąc przygotowanymi. Zwłaszcza młode pokolenie. Jedynym, co w tej sytuacji zrobić można, to walczyć do ostatka o naszą młodzież – dokładnie tak jak w latach propagandy komunistycznej. Walczyć trzeba w rodzinach o młode pokolenie, bo to walka właśnie o nich... o ich jutro... o jutro Polski niepodległej. Nie – ja nie uzurpuję sobie prawa do wypowiadania się słowami naszego Prymasa Tysiąclecia... Ale po prostu chcę wnieść akcent przypomnienia, że Polska musi być silna rodziną! To samo wielokrotnie mówił nam Ojciec Święty... Wychowujmy dzieci od najmłodszych lat nie na Harrym Potterze czy innych pseudoedukacyjnych nowościach! Wychowujmy je na polskiej literaturze pięknej, dostosowanej do wieku. Czy to będą wspaniałe „Przygody Koziołka Matołka” czy to będą nowele Sienkiewicza czy Prusa. Pamiętajmy: „takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie” (ks. Stanisław Staszic). Czeka nas wielka „praca u podstaw”, do której już dzisiaj musimy wyjść. Czeka nas ponowne wybicie się na niepodległość...

Naszą walką powinna być walka o nasze dzieci. O ich przyszłość... O przyszłość Polski niepodległej, którą one są w stanie wskrzesić. Hałaśliwe elementy mniejszości muszą ulec, stając się tylko brudną skorupą, cienką i plugawą... Pięknie to ujął nasz wieszcz Adam Mickiewicz w „Dziadach”; część III:

„ ...Nasz Naród jak lawa

Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,

Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;

Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi...”

Wierzę, że viribus unitis tego możemy dokonać. To się już powoli dokonuje...

Stanisław Matejczuk