Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español    

 

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania USOPAŁ Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Kącik kulturalny

 

AKADEMIA POLSKA

 

Artykuły Akademii:

 

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

ISLAM - WIELKA TAJEMNICA

Samuel Huntington w swojej słynnej pracy "Zderzenie cywilizacji", pisał o odrodzeniu się uśpionych po latach dominacji Zachodu, cywilizacji nieeuropejskich, odrodzeniu, które miałoby się dokonać głównie poprzez odwołanie się do głębokich korzeni religijnych i obyczajowych. Najbardziej agresywną i najmniej skorą do kompromisu cywilizacją miałaby być cywilizacja islamu. Trudno nie przyznać Huntingtonowi racji. Nasze stulecie rozpoczęło się atakiem terrorystycznym na nowojorski World Trade Center i waszyngtoński Pentagon, atakiem islamu na cywilizację Zachodu. Islam raz jeszcze pokazał, że istotnie jest Wielką Tajemnicą. Nie tylko wielką, ale i groźną. Przyjrzyjmy się zatem tej religii, drugiej po chrześcijaństwie co do liczebności wyznawców, religii świata.

 

Pięćset lat po Chrystusie na pustyni arabskiej, na peryferiach cywilizowanego świata, w miejscu w którym nikt się tego nie spodziewał,  miały miejsce wydarzenia, które zmieniły historię świata. Jako prorok nowej religii wystąpił Muhammad. Urodzony około 570 roku po Chrystusie w Mekce założył nową religię, zakazującą picia alkoholu, nieumiarkowania w jedzeniu, a równocześnie nakazującą pięciokrotną modlitwę w ciągu dnia, jednomiesięczny post od świtu do zmroku, pielgrzymkę do Mekki i spełnianie uczynków miłosierdzia względem bliźnich.

 

Nowa religia szybko wyparła tradycyjne wierzenia z Półwyspu Arabskiego, a wkrótce potem zagroziła  zaratusztrańskiej Persji i chrześcijańskiemu Bizancjum. Arabskie wojska podbiły Afrykę Północną i Zachodnią Azję. Później przeprawiły sie przez Giblatrar i podążyły do serca Europy. Na Wschodzie sięgnęły granic Indii i Chin. Zatrzymane zostały dopiero w roku 732 w sercu Francji pod Poitiers i nad Indusem. Islam wyparł chrześcijaństwo z jego azjatyckich i afrykańskich kolebek. Zmiótł wiarę chrystusową z Ziemi Świętej, z północnej Afryki, ojczyzny Orygenesa i świętego Augustyna, z przesiąkniętej mistycyzmem pierwszych gmin chrześcijańskich Azji Mniejszej.

 

Tak jak zdziwienie wywołała gwałtowność podbojów, tak wśród chrześcijańskich teologów konsternację wywołała sama religia islamu. Od samego swojego początku islam stał się Wielką Tajemnicą. Pojawienie się islamu stało się decydującym przełomem dla interpretacji przez teologię chrześcijańską pozachrześcijańskich religii. Jedną z podstawowych polemik, jakie toczyli między sobą starożytni ojcowie Kościoła u zarania myśli chrześcijańskiej, był spór o stosunek rodzącego się chrześcijaństwa do starożytnej tradycji, tak filozoficznej, jak i religijnej. Montanista (nawiasem mówiąc również Afrykańczyk) Tertulian głosił wyłączność objawienia biblijnego, cała Prawda skoncentrowana jest w nauce Chrystusa. Głupstwem była dla niego myśl grecka, jego słynne słowa "Credo, quia absurdum", wyrażają pogardę filozofa dla filozofii Greków, z Platonem na czele, ponad którego stawiał ostatniego w hierarchii intelektualnej chrześcijanina.

 

Większość filozofów starożytnego chrześcijaństwa, a w końcu i cały oficjalny Kościół, nie poszły jednak śladami Tertuliana. Chrześcijańscy filozofowie starożytni, wdawszy się w polemikę ze swoimi pogańskimi adwersarzami, musieli zająć określone stanowiska w filozoficznych sporach starożytnych. Filozofia nie jest istotą chrześcijaństwa, stała się jednak jedyną drogą, która umożliwiła mu przetrwanie i rozwój w zintelektualizowanej, przesiąkniętej platonizmem i stoicyzmem grecko - rzymskiej ekumenie Wiecznego Imperium. Nie drogą Tertuliana poszedł główny nurt filozofii chrześcijańskiej: Ojcowie Kościoła zauważywszy zgodność wielu myśli pogańskich filozofów z chrześcijańską religią, postanowili je przyswoić chrześcijaństwu, odrzuciwszy jednocześnie to, w co wierzyć się chrześcijaninowi nie godziło. Tak powstała słynna koncepcja rozumu rozproszonego, logos spermatikos. To co poza chrześcijaństwem zgodne jest z chrześcijaństwem można zaakceptować. W myśl tej koncepcji, zasadniczy trzon Prawdy zawierał się w Chrystusowym Objawieniu, ale jej elementy, rozproszone iskierki boskiego światła, tkwiły w myśli tak filozoficznej, jak i religijnej wszystkich ludzi od początku świata....

 

I oto tak misterna konstrukcja rozpadła się jak domek z kart wraz z wystąpieniem Muhammada. Chrześcijaństwo, które miało być ukoronowaniem wszystkich poprzednich wierzeń, samo w myśl Islamu stało się etapem wstępnym do nowej religii. Religii, która uznawała patriarchów i proroków Starego Testamentu, z Abrahamem na czele, która uznawała boskie posłannictwo Jezusa, a jednak nie traktowała Go jako Boga, ani Syna Bożego, religii, która w Starym i Nowym Testamencie widziała przedwstępne stadia swojego świętego Koranu. Chrześcijańskim teologom włosy stanęły na głowie....

 

Czym więc jest islam, trzecia pod względem chronologicznym religia monoteistyczna po judaizmie i chrześcijaństwie? Muzułmanie przekonani są o tym, że wierzą w tego samego Boga co Żydzi i wyznawcy Chrystusa, wierzą w boskie pochodzenie Biblii, o ile jej treść nie jest sprzeczna z Koranem, a nawet w możliwość zbawienie Żydów i Chrześcijan. Już na samym początku Koranu, w 2 Surze czytamy:

 

"Zaprawdę, ci, którzy uwierzyli,

ci, którzy wyznają judaizm,

chrześcijanie i sabejczycy,

i ci, którzy wierzą w Boga i w dzień Ostatni

i którzy czynią dobro,

 

wszyscy otrzymaja nagrodę u swego Pana;

i nie odczują żadnego lęku, i nie będą zasmuceni."

 

Treść Koranu wydaje się być w wielu miejscach wewnętrznie sprzeczna. Egzegeza muzułmańska głosi, zgodnie z jego słowami, że  sprzeczność ta wynika z tego, że treść jednych wersetów jest "znoszona" przez treść innych. Ta swoista "dialektyka" tłumaczy współwystępowanie nawoływania do rozprawy z niewiernymi i tez zgoła ekumenicznych. Wydaje się jednak, że jeżeli wgłębimy się w samą istotę islamu, to jest on jedną z najbardziej ekumenicznych religii jakie wystąpiły w dziejach ludzkości. Ekumenizm ten zdaje się nawet wykraczać poza krąg ludu księgi, sabejczycy bowiem często utożsamiani są z "ludźmi dobrej woli" spoza religii monoteistycznych. W innym miejscu Koranu pisze wyraźnie, że nie ma takiego narodu, do którego nie byłby ktoś posłany. Mamy więc nawet w islamie do czynienia ze swoistą muzułmańską koncepcją "logos spermatikos". Islamski "ekumenizm" wynika z samej istoty islamu, który jest w rozumieniu jego wyznawców, odnowieniem pierwotnego monoteizmu, praprzymierza z Bogiem, reprezentowanego przez Abrahama, który nazywany jest w Koranie bogobojnym hanifem, a więc kimś, kto nie jest ani Żydem, ani chrześcijaninem, ale jeżeli można się tak wyrazić "muzułmaninem przed Muhammadem".

 

W związku z powyższym, oraz zgodnie ze słowami Koranu głoszącymi, że nie ma przymusu w religii, islam był religią, kóra tolerowała pozostałe monoteizmy. Zgodnie z nakazami Koranu tolerancja przysługiwała chrześcijanom, Żydom i wyznawcom staroperskiego zaratustranizmu. Pozwoliło to przetrwać stulecia panowania muzułmańskiego w morzu islamu przedstawicielom wielu odłamów wschodniego chrześcijaństwa, między innymi egipskim Koptom i libańskim i syryjskim maronitom. W Iranie przedstawiciele chrześcijaństwa, judaizmu i zaratustranizmu posiadają autonomię prawną w zakresie prawa cywilnego i swoich przedstawicieli w parlamencie, prześladowani są natomiast jako odstępcy od islamu, głosiciele synkretycznego monoteizmu, bahaiści. Głośnym echem odbiło wydarzenie, jakie miało miejsce podczas wizyty irańskich duchownych szyickich w Watykanie. Jeden z nich ucałował Papieża, stwierdzając: "Wierzymy w tego samego Boga, wszystko inne jest rzeczą drugorzędną".

 

Możemy postawić pytanie, której z dwóch pozostałych religii monoteistycznych jest islam bliższy. Wydaje się, że bardziej judaizmowi niż chrześcijaństwu. Świadczy o tym nie tylko drobiazgowa kazuistyka moralno - prawna obecna w islamie, która przypomina raczej starotestamentowe nakazy i zakazy mojżeszowe niż naukę Chrystusa wypełniającego Prawo w duchu miłości, ale przede wszystkim stosunek do chrześcijańskiego dogmatu Trójcy Świętej. Islam jest najradykalniejszym monoteizmem jaki można sobie wyobrazić. W związku z tym solą w oku jego wyznawców jest powyższy dogmat, co sprawia, że często muzułmanie traktują chrześcijan jako odstępców od monoteizmu w kierunku politeizmu. Dalszą konsekwencją tego faktu jest odrzucenie boskości Jezusa Chrystusa, traktowanego wszak jako wielkiego proroka poprzedzajacego nadejście Muhammada, ale tylko jako człowieka. Na meczecie Omara w Jerozolimie widnieje napis głoszący, że wprawdzie Chrystus był wielkim prorokiem, ale tylko prorokiem i nikim więcej. Nietrudno się domyśleć, że adresatami tej inskrypcji są chrześcijanie. Muzułmanie odrzucają również prawdę o męczeńskiej i odkupieńczej śmierci Chrystusa na Krzyżu. Osoba Jezusa Chrystusa zarazem łączy muzułmanów z chrześcijanami i oddziela oba młodsze monoteizmy od judaizmu, ale z drugiej strony jej rozumienie radykalnie dzieli chrześcijan i wyznawców islamu.

 

Możemy zapytać się o przyczyny tak szybkiego rozprzestrzenienia się islamu, który jak pożar zmiatał napotkane po drodze imperia i religie, w ciągu zaledwie stulecia tworząc potężne religijne imperium od atlantyckich brzegów Afryki po Chiny. Łatwość i szybkość z jaką się rozprzestrzeniał się islam wywołuje zdumienie, wydaje się, że nawet większe zdumienie niż to, jakie pół tysiąclecia wcześniej wywołało rozprzestrzenienie się chrześcijaństwa w chylącym się ku upadkowi Imperium Romanum.

 

Spróbujemy więc wyjaśnić tajemnicę olśniewających sukcesów islamu. Proponuję w tym celu otworzyć historyczny atlas i przyjrzeć się sytuacji geopolitycznej Bliskiego Wschodu przed wystąpieniem Muhammada. Uboga i pustynna Arabia nie zwracała niczyjej uwagi, i chyba raczej nikt nie spodziewał się wówczas nadejścia z jej strony czegoś nadzwyczajnego. Jest peryferyjnie położoną, pustynną, spaloną Słońcem, nieurodzajną krainą, sąsiadującą od południa z dwoma rywalizującymi od stuleci imperiami: chrześcijańskim Bizancjum na Zachodzie i zaratusztrańską Persją Sasanidów na Wschodzie. Rywalizacja bizantyńsko - sasanidzka była dalszym etapem starożytnej rywalizacji rzymsko - perskiej. Należy wspomnieć, że wiele wieków później tureckie imperium Osmanów, które geograficznie zajęło miejsce  Bizancjum, również prowadziło liczne wojny ze wschodnimi sąsiadami, często również pod hasłami religijnymi: sunnicka Turcja walczyła z również islamską, ale z punktu widzenia sunnitów "heretycką", szyicką Persją.

 

Rywalizujący z sobą Bizantyńczycy i Persowie nie zauważyli nadciągającego z Południa islamskiego niebezpieczeństwa. Względne podobieństwo i analogie teologiczne nowego monoteizmu z chrześcijaństwem uśpiło czujność Bizantyjczyków. Nową religię traktowali po prostu jako kolejną herezję, jakich wiele pojawiało się na peryferiach chrześcijaństwa. A skoro dawniejsze herezje wygasały same przez się lub łatwo były tłumione przez wojsko, nie przypuszczano, że tym razem może być inaczej.

 

Z podobnych przyczyn nową religię przyjmowały kolejne podbijane przez Arabów narody. Obecność wspólnych chrześcijaństwu i islamowi wątków, na przykład wspólnych proroków Starego i Nowego Testamentu sprawiała, że islam nie prezentował się jako coś radykalnie nowego, a jedynie jako nowa wersja czegoś, co już znane było od dawna. Prostota  islamu kontrastowała ze skomplikowanymi i abstrakcyjnymi konstrukcjami teologii chrześcijańskiej. Nieskomplikowanemu umysłowi saharyjskiego beduina o wiele prościej było przyjąć koncepcję Allaha niż niepojętą dla ludzkiego umysłu prawdę o Trójcy Świętej. Bezwzględny wyzysk fiskalny Bizancjum sprawiał, że mieszkańcy podbijanych przez Arabów krajów bardzo często widzieli w Arabach nie najeźdźców, ale wyzwolicieli spod dotychczasowego ucisku. A ponieważ islam głosił względną tolerancję dla ludów Księgi, w tym chrześcijan, nie jawił się jako bezwzględne zło.

 

Były i inne przyczyny szybkich podbojów arabskich. Wymieńmy przynajmniej dwie z nich. Przyzwyczajeni do życia w skwarze pustyni Arabowie wykorzystywali w swoich podbojach umiejętność szybkiego poruszania się po pustyni. Przegrupowywali i przemieszczali swoje oddziały na pustyni, by z nienacka uderzyć na leżące na jej skraju osiedla. Pustynia odgrywała więc w podbojach arabskich rolę porównywalną z morzem i rzekami w podbojach Wikingów. Druga przyczyna muzułmańskich sukcesów tkwiła w języku arabskim. Język arabski wraz z takimi językami jak hebrajski, fenicki, aramejski, należy do języków semickich. W trakcie arabskich podbojów w zachodniej Azji i północnej Afryce, arabscy zdobywcy natrafiali na ludzi mówiących również językami semickimi. Język arabski posiada pewną swoistą własność lingwistyczną, która sprawia, że w konfrontacji z innymi językami semickimi, ma tendencje do ich wypierania. Istotnie, w ciągu stuleci język arabski wyparł większość języków semickich z zachodniej Azji i północnej Afryki. Saharyjscy Berberowie i nieliczne grupy na Bliskim Wschodzie mówiące po aramejsku należą do wyjątków. Nawet chrześcijańscy Koptowie przestali w XVII wieku mówić na codzień swoim, wywodzącym się ze staroegipskiego językiem, zachowując go tylko dla potrzeb liturgii. Jest rzeczą znamienną, że język arabski, mimo swego fundamentalnego znaczenia w islamie, nie wyparł języków niesemickich, mimo nawrócenia licznych ludów niesemickich na islam. Irańczycy i mieszkańcy Pakistanu mówią do dziś językami indoeuropejskimi, Turcy i ludy Azji Środkowej językami tureckimi.

 

I tak oto na południe i południowy wschód od Europy wyrosło muzułmańskie imperium. Naprzeciw siebie stanęły dwa różne światy, światy przez wieki rywalizujące ze sobą, walczące zbrojnie, ale i prowadzące ze sobą intelektualną dysputę, wymianę handlową, utrzymujące sojusze polityczne. Wyprawy krzyżowe, rozrost Imperium Osmańskiego, które przez stulecia obejmowało swoim zasięgiem większość krajów arabskich, stając się synonimem państwa islamskiego, wreszcie ekspansja kolonialna europejskich mocarstw w Afryce i Azji, te i inne wydarzenia wyznaczały przez stulecia historię wzajemnych kontaktów chrześcijan i muzułmanów. W średniowiecznej historii był nawet taki moment, kiedy jak się wydaje, można było islam zmieść z powierzchni Ziemi. Hulagidzi, potomkowie Czyngis Chana władający perskim ułusem w 1258 roku zdobyli Bagdad i realnie zagrozili Arabii i mameluckiemu Egiptowi. W czasie, kiedy w Palestynie dogorywały ostatnie punkty oporu krzyżowców, od Wschodu nadciągała wielka żółta wyprawa krzyżowa skośnookich nestorian, z katolickiego punktu widzenia wprawdzie heretyków, a jednak chrześcijan. Brak porozumienia chrześcijan Zachodu i Azji zaprzepaścił możliwość wspólnego pokonania Arabów, która już nigdy się  nie powtórzyła. W 1260 roku Mongołowie zostali pokonani przez muzułmanów pod wodzą sułtana Bajbarsa pod Ajn Dżalut (Źródło Goliata) w Palestynie. Arabska historiografia zawsze z dumą podkreślała symboliczne znaczenie faktu, że w czasach starotestamentowych w tym samym miejscu miał miejsce pojedynek Dawida z filistyńskim olbrzymem Goliatem.

 

Ale dość już tego historycznego wstępu. Spójrzmy na współczesną mapę świata. Naprzeciw siebie stoją oddzielone Morzem Śródziemnym dwa różne światy: świat nowoczesnej technologii i świat zacofania, świat ustabilizowanej sytuacji ludnościowej i świat nieokiełznanej demograficznej eksplozji, świat demokracji i tolerancji i świat fanatyzmu, który kobietom każe zasłaniać twarze, a za wypicie kufla piwa w najlepszym wypadku grozi więzieniem. Świat, który wydał Leonarda da Vinci, Newtona, Einsteina, Goethego, Pasteura, Darwina, Beethovena i Mozarta i świat, którego ostatni geniusze tacy jak Awicenna, Awerroes i Ibn Chaldun żyli tysiąc lat temu. Świat, który odkrył grawitację, teorię względności, wynalazł druk, elektryczność, samoloty, statki kosmiczne i komputery i świat, którego największymi osiągnięciami technicznymi są być może jakieś innowacje w zakresie zakładania wielbłądowi uzdy i wyrobu owczego sera.

 

Nie zamierzam bynajmniej negować kwestii palestyńsko - izraelskiej, ani też różnic religijnych w genezie konfliktu chrześcijańsko - muzułmańskiego. Ale sądzę, że chyba każdy z nas jest na tyle "marksistą", by w poszukiwaniu przyczyn konfliktu Zachodu ze światem islamu nie ograniczać się tylko do tych, skądinąd istotnych, faktów dotyczących ideologicznej "nadbudowy". Oto naprzeciw siebie stoją dwa światy, które dzieli przepaść ekonomiczna, technologiczna, demograficzna. "Natura nie znosi próżni", "poziomy w naczyniach połączonych dążą do swego zrównania". Trudno odmówić racji tego typu popularnym sentencjom. Zapewne i w rozpatrywanym przez nas przypadku mają one zastosowanie. Niezależnie od przyczyn ideologicznych, do konfliktu dwóch zasadniczo od siebie różnych cywilizacji, tak czy inaczej musiało dojść.

 

Przeprowadźmy pewien, dość abstrakcyjny, eksperyment myślowy. Zbudujmy w swojej wyobraźni wysoki "berliński" mur oddzielający oba światy, mur przez który żaden  człowiek, żadna informacja, żaden towar, nie może się przecisnąć. Zburzmy następnie ten mur po pięćdziesięciu latach, i wyobraźmy sobie, co moglibyśmy po obu jego stronach zobaczyć. Zachód zapewne zdołałby znaleźć panaceum na brakujące, po odcięciu bliskowschodnich dostaw, ilości ropy naftowej. Tajemnicą poliszynela są olbrzymie strategiczne zasoby łupków i piasków bitumicznych, na przykład w kanadyjskiej Albercie. Zachód już nieraz stał przed wezwaniami jakie niosły dla niego katastrofy, wojny, embarga na ropę, jak choćby słynne arabskie embargo z połowy lat siedemdziesiątych. Ale jakie panaceum znaleźliby na brak europejskiej technologii islamiści? Czy byliby w stanie sami nadrobić zaległości technologiczne jakie dzielą ich od Europy i Ameryki Północnej? Przecież arabskie szkolnictwo polega na wkuwaniu na pamięć wersetów Koranu, a co się tyczy, nazwijmy to umownie, "nauk wyzwolonych", to wkuwanie na pamięć i strach przed uzbrojonym w kija nauczycielem są i tutaj nadal dominujacymi metodami pedagogicznymi.

 

Arabski terrorysta walczy wynalezionym przez Europejczyków karabinem i granatem, zdając sobie doskonale z tego sprawę, że posługując się zakrzywioną beduińska szablą nie miałby najmniejszych szans na zabicie kogokolwiek, być poza zaskoczonymi turystami, bezbronnymi mężczyznami, kobietami i dziećmi zwiedzającymi egipskie zabytki, czego świadkami byliśmy kilka lat temu. Terroryści z 11 września posłużyli się wynalezionymi przez ludzi Zachodu samolotami, porozumiewali się w celu zorganizowania zamachów wynalezionymi przez ludzi Zachodu internetem i telefonem, na szkolenia lotnicze jeździli wynalezionymi przez Europejczyków samochodami. No, może benzyna w samolotach pochodziła z bliskowschodniej ropy. Tylko, że sposób produkcji benzyny z tejże ropy, jak i sposób jej wydobycia są też dziełem myśli europejskiej. Gdyby nie Europejczycy ropa, nad Zatoką Perską wydobywana byłaby jak za czasów Hammurabiego wiadrami ze studni, a jej zastosowanie ograniczałoby się do smarowania kół wozów ciągnionych przez woły i leczenia reumatyzmu. Gdyby nie myśl europejska Kuwejt byłby do dziś, tak jak sto lat temu, ubogim emiratem wyspecjalizowanym w poławianiu pereł, hodowli wielbłądów i uprawie palmy daktylowej.

 

Zatrzymajmy się raz jeszcze, rzecz jasna w sposób skrótowy i pobieżny, na różnicach teologicznych dzielących islam i chrześcijaństwo. Muzułmanie są przekonani, że wierzą w tego samego Boga co Żydzi i chrześcijanie. Czy jednak rzeczywiście jest to ten sam Bóg? Bóg "Koranu" jest transcendentny, abstrakcyjny, bezosobowy, kapryśny i "miłosierny". Bóg chrześcijan wkracza w historię w osobie Chrystusa, współcierpi ze swoim stworzeniem na Krzyżu, wyzwala ludzi z niewoli grzechu, obiecuje zbawienie. Chrystus mówi, że przyszedł na świat nie po to, by go potępić, ale zbawić, przekonuje nas, że ten, kto się nawraca do Boga ma życie wieczne (nie "będzie miał", ale ma go już teraz), a święty Paweł mówi, że wiara jest pewnością zbawienia. Kalwinowska predestynacja jest bluźnierstwem, już choćby z tego powodu, że przypisuje Bogu cechy sataniczne. Bóg predestynuje ludzi do zbawienia, od którego wyłączeni są tylko ci, którzy sami go nie chcą. "Koran" nieustannie straszy Gehenną, podkreśla niemoc człowieka wobec woli Allaha, nawet niebo i piekło mogą nie być wieczne, jeżeli taka jest jego wola. Niemoc i nicość człowieka wobec woli Boga jest rzeczą oczywistą i dla chrześcijanina, tylko, że objawienie chrześcijańskie, obok tej oczywistej prawdy dodaje i następną, której w islamie brak. Bóg może mnie zniszczyć i ocalić, ale nie chce mnie zniszczyć, tylko chce ocalić. Allah jest miłosierny. Pojęcie "miłosierdzie boże" jest używane jest również w chrześcijaństwie, ale w bardzo konkretnym znaczeniu, jako synonim miłości, a więc w znaczeniu zupełnie innym. Żeby obrazowo przedstawić różnicę obu znaczeń tego słowa posłużmy się następującym przykładem. Jeżeli ktoś staje na ślubnym kobiercu, to co będę przyrzekał przyszłemu współmałżonkowi: "będę cię kochał", czy też "będę wobec ciebie miłosierny"?

 

Zastanówmy się nad następującymi cechami Allaha: jest absolutnie transcendentny i bezosobowy. Nazwać Allaha osobą to dla muzułmanina bluźnierstwo. Wiemy dobrze, że chrześcijański Bóg jest osobowy, i że my też jesteśmy osobami stworzonymi na boże podobieństwo. I znowu, jak w poprzednim przypadku, nie jest to jakieś ludzkie bluźnierstwo czy zarozumialstwo, tylko po prostu stwierdzenie faktu, o którym Bóg poinformował nas w swoim objawieniu. Wynika z tego jasno, że muzułmański Allah nie jest Bogiem Żydów i chrześcijan, skoro nie jest osobą. Jeżeli posiada takie własności jak neoplatońska Jednia, to nie odnajdziemy go na stronach Biblii, jak z uporem twierdzą muzułmanie, ale raczej w pogańskich pismach i świątyniach. Nie zapomnijmy o drugim źródle islamu obok Starego i Nowego Testamentu, jakim były wierzenia pogańskich Arabów. Kult Kaby, świętego kamienia jest kontynuacja tych wierzeń. Nawet imię "Allah" było obecne w religii pogańskich koczowników pustynnych jako imię jednego z bóstw. Doprowadzony do absurdu "monoteizm" zaczyna pachnąć bynajmniej nie monoteizmem.

 

Porównajmy Koran i Biblię. Islamiści zapewniają, że Biblia, o ile jej treść nie jest sprzeczna z islamem zawiera boskie objawienie, które w pełni zostało przekazane w Koranie. Treść Koranu w istocie roi się od biblijnych postaci, zarówno staro - jak i nowotestamentowych. Możemy tam odnaleźć Abrahama, Izaaka, Mojżesza, Jezusa. A jednak czasem w tak niewiarygodnych okolicznościach, że trudno uwierzyć, że chodzi o te same postacie, o których pisze Pismo Święte. Do historii sporów chrześcijańsko - muzułmańskich należy spór o Marię. W 3 i 19 surze Maria Dziewica, matka Jezusa, przedstawiana jest jako siostra Mojżesza i Aarona. Imram (po hebrajsku Amram), którego z Księgi Wyjścia znamy jako ojca Mojżesza i Aarona, jest ojcem Marii, która wraz z Elżbietą, Jezusem, Janem Chrzcicielem i jego ojcem Zachariaszem tworzą rodzinę Imrana. Koran utożsamia Marię, siostrę Aarona i Mojżesza z Marią, matką Chrystusa, zdając się nie przejmować zupełnie taka drobnostką, że czasy Mojżesza i Chrystusa dzieli ponad 1200 lat. Przykładów tego typu koranicznych "pomyłek" jest mnóstwo.

 

Koran twierdzi, że uznaje Ewangelię Jezusa, odmawia mu jednak boskości i zaprzecza jego odkupieńczej śmierci na Krzyżu. Co to miałaby być za "ewangelia", która nie zawierałaby prawdy o odkupieniu? Ewangelia czy raczej okładki z Ewangelii? Ewangelia, Dobra Nowina, czy "ewangelia" pozbawiona jakiegokolwiek sensu? Islamiści głoszą, że na Krzyżu umarł ktoś inny, nie Jezus, zaś Ewangelia w tej wersji jaką dziś znamy została zafałszowana. Możemy zapytać się, kiedy niby miałaby zostać zafałszowana i przez kogo? Wszystkie cztery Ewangelie pochodzą z 1 wieku. Źródłem Ewangelii synoptycznych jest napisane około roku 50, a więc jeszcze przed przepowiedzianym przez Chrystusa zburzeniem Jerozolimy, "źródło Q". Dwaj spośród czterech ewangelistów, Mateusz i Jan byli apostołami, przy czym ostatni z nich stał pod Krzyżem Chrystusa. Kto więc i kiedy miałby zafałszować fakty z życia Jezusa? Islamiści się jakoś tego typu pytaniami za bardzo nie przejmują.

 

Koran sprawia wrażenie dzieła niespójnego i chaotycznego. Złożony ze 114 sur, ułożonych mniej więcej od najdłuższej do najkrótszej, nie wykazuje żadnego wewnętrznego ładu i logiki. Roi się od niekonsekwencji, infantylizmów, niedopowiedzeń, sprzeczności. Biblia przedstawia logiczną, sensowną całość, historię świata zawartą między opisem stworzenia i opisem czasów ostatecznych, w której centrum znajduje się zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa. Oczywiście roi się od metafor, legend, opisów historycznych nie do końca przystających do rzeczywistości, jest bowiem również dziełem literackim. I nie chodzi tutaj o to, że można w niej znaleźć jakąś "sprzeczność" czy "błąd rzeczowy",  takowych bowiem jest w niej mnóstwo. Ale przecież nikt ze współczesnych chrześcijan nie traktuje wszystkich partii Biblii dosłownie. Rozumiana jako całość, po "heglowsku", Biblia objawia swój głęboki sens, i to sens nie tylko "wewnątrzkoherentny", ale zgodny z historią ludzkości jako całości. Czyż fakt, że jako jedyny naród Żydzi zdają się nie podlegać żadnym prawom socjologii czy demografii nie świadczy o tym, że są narodem wybranym? Czy można dwa tysiące lat cierpień narodu wybranego nie kojarzyć ze słowami Ewangelii Mateusza "Krew jego na nas i na nasze dzieci"? Czy w Nowym Testamencie nie mamy opisu czasów ostatecznych jako czasów totalnego odejścia od Boga, czyli właśnie tych czasów w których obecnie żyjemy? Jaki jest natomiast sens islamu? Po co się pojawił Muhammad ze swoimi proroctwami? Kto go zapowiedział? Jakich cudów dokonał, by uwiarygodnić swoje posłannictwo?

 

Muzułmanie czczą nie tylko treść Koranu, ale i sam Koran jako przedmiot materialny. Nie trzeba czytać pism Ingardena o wielowarstwowości dzieła sztuki, żeby odróżnić jedno od drugiego. Jako chrześcijanin odczuwam szacunek i dla materialnej postaci Biblii, raczej nie będę do niej kopał czy używał jej zamiast papieru toaletowego, a jednak odróżniam jedno od drugiego. Czyż właśnie Biblia poplamiona, pomiętoszona, pokreślona, pobazgrana podkreśleniami, nie świadczy o tym, że była czytana i to czytana nie beznamiętnie, nie bez emocjonalnego i intelektualnego zaangażowania? Dla islamisty Koran nie może znajdować się poniżej czytającego, dla umieszczenia czytanego Koranu stworzono więc pewne wymyślne konstrukcje. Mało kto wie, że rozpowszechnienie papieru w średniowiecznych krajach muzułmańskich wynikało z tego, że islamiści obawiali się, by ich święta księga nie została spisana na świńskim pergaminie. Jeszcze dalej posunęli się afgańscy Talibowie: zakazali używania papierowych toreb na śmieci, w obawie przed tym, by papier nie został wyprodukowany z makulatury zawierającej treść Koranu. Czy można sobie wyobrazić większą paranoję?

 

Islamiści twierdzą, że Koran jest nieprzetłumaczalny. Książka którą w tej chwili mam przed sobą, tłumaczenie Józefa Bielawskiego, nie jest więc dla muzułmanina Koranem. Dla mnie jest jednak dowodem na to, że Koran się myli, skoro go przetłumaczono. Każde tłumaczenie jest w pewnym sensie innym dziełem niż oryginał i jest to to stwierdzenie trywialnego faktu, który dotyczy nie tylko Koranu, ale jakiegokolwiek tekstu.  A jednak islamiści przekonani są, że tłumaczenie Koranu jest niemożliwe, przetłumaczony Koran nie ma dla nich żadnej wartości. A ponieważ nie wszystkim ludziom dane są zdolności lingwistyczne, niearabscy wyznawcy islamu nieraz modlą się tekstami modlitw, których nie rozumieją, słuchają recytacji wersetów, mniej więcej na tej samej zasadzie na której ja bym słuchał poezji eskimoskiej w oryginale. Nie powinien dziwić fakt, że w czarnej Afryce, o "duszę" której rywalizują misjonarze chrześcijańscy i islamscy, procent nawróconych na islam jest wprost proporcjonalny do poziomu analfabetyzmu.

 

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy muzułmańskiej "moralności". Jestem daleki od tego, żeby oceniać pod względem moralnym inne narody, religie czy kultury. Ale również daleki od tego, by twierdzić, że religia nie ma żadnego wpływu na moralność. Kiedyś Jerzy Urban w "Nie" stwierdził, że nie ma żadnej korelacji między wyznawaną religią lub brakiem takowej a moralnością. Jest to oczywiście wypowiedź idioty. Nie twierdzę, że żaden muzułmanin nie pije, a jednak prawdopodobieństwo trafienia na pijanego muzułmanina jest znacznie mniejsze niż na pijanego chrześcijanina. W świętej pamięci Jugosławii dane statystyczne wykazywały wyraźną korelację między przypadkami aborcji, zabójstw, samobójstw etc, a religiami poszczególnych republik. Nie słuchajcie więc bzdur Urbana. Jeszcze raz podkreślam, że nie chcę oceniać całych kultur czy religii pod względem moralnym, ale dlaczego islamiści nam zarzucają laicyzację i niemoralność, siebie samych uznając najwidoczniej za świętoszków. Nie zaglądajmy muzułmanom pod kołdrę, co oni tam robią ze swoimi czterema żonami, skoncentrujmy się więc na grzechach "bardziej widocznych".

 

Koran zabrania zabójstwa, a zwłaszcza zabójstwa współwyznawcy. Nie muszę chyba przypominać muzułmanina Tamerlana,  środkowoazjatyckiego władcy, który z czaszek muzułmańskich irakijczyków budował piramidy, czy wyczynów niejakiego Saddama H. lub Muammara K., o Osamie bin Ladenie nie wspominając. Koran, jeżeli nawet nie zabrania niewolnictwa, to przynajmniej odnosi się do niego niechętnie. Wszyscy pamiętaja o tym, że Europejczycy wywieźli do Ameryki 10 milionów Murzynów, a kto policzył tych których wywieźli Arabowie. Wielka Brytania i Francja zniosły niewolnictwo na początku XIX wieku, USA w 1864 roku. A Arabia Saudyjska? Kiedy? W roku 1962!!!! W pewnym regionie Kenii znany jest przypadek bezgrzywych lwów, które znane są z tego, że atakują ludzi. Wręcz wyspecjalizowały się w polowaniu na człowieka. Gdy budowano kolej Nairobi - Mombasa musiano zatrudniać myśliwych, by bronili pracujących przy budowie kolei robotników. Długo zastanawiano się nad genezą dziwnego upodobania tamtejszych lwów do ludzkiego a nie antylopiego mięsa. Rozwiązania zagadki dostarczyła historia. Terenami na których żyły bezgrzywe lwy - ludojady biegł przez wiele stuleci arabski szlak handlarzy niewolników. Arabowie po prostu dobijali niewolników niezdolnych do dalszego marszu, lub po prostu pozostawiali ich na pastwę drapieżników. Można się domyśleć jak wielkie to musiały być ilości ludzi, skoro cała populacja lwów na zawsze wyspecjalizowała się w tak specyficznym sposobie zdobywania pożywienia.

 

Islamiści oburzają się na europejską nietolerancję. Głośno krzyczą, gdy zabrania się nosić islamskim dziewczętom chusty. A równocześnie budują meczety w największych miastach europejskich ze stolicą chrześcijaństwa Rzymem włącznie. Spróbujcie wybudować kościół chrześcijański w Arabii Saudyjskiej. Niezły dowcip, nie? Nikt nie zabrania muzułmaninowi nawracania na swoją wiarę ludzi w Europie czy Ameryce. Wiecie jaki jest najlepszy sposób dostania się do chrześcijańskiego Nieba? Zacznijcie nawracać Arabów na chrześcijaństwo w Teheranie czy w Ar Rijadzie. Niechybna konsekwencją będzie oddzielenie głowy szabelką od reszty ciała i stałe miejsce w Litanii do Wszystkich Świętych w rubryce "męczennicy". Nikt nie zabrania muzułmanom uprawiania swojego kultu w Europie. Podczas pierwszej wojny z Irakiem Saudyjscy Arabowie zabraniali Amerykanom odprawiania jakiechkolwiek nabożeństw chrześcijańskich i wystawiania Krzyża na widocznym miejscu. Jaka tu konsekwencja? (k)Ali ukraść krowę dobrze, a (k)Alemu ukraść krowę źle.

 

Na zakończenie postanowiłem zacytować słowa pochodzące z listu mojego przyjaciela z liceum, katolickiego zakonnika, werbisty Adama, u którego miałem zaszczyt przebywać ubiegłego lata w Paryżewie. Adam spędził wiele lat jako misjonarz w środkowoafrykańskim Zairze, a obecnie robi doktorat z teologii na pewnej paryskiej uczelni, zwanej Sorboną. List został napisany tuż przed atakiem wojsk alianckich na Saddamowski Irak:

 

"Na islam (czytaj sekta, która odniosła sukces!) napatrzyłem się już dość we Francji. Oni są wychowywani w nienawiści do świata nie-muzułmańskiego i mają za cel zislamizowanie reszty świata. Muzułmanki mają obowiązek nosić welon w kraju islamskim, a nie za granicą. Jeżeli domagają się prawa do zakrywania głowy w laickiej szkole francuskiej, to tylko w celu narzucenia obyczaju islamskiego innym. Nieprzejednana hołota! Kiedy chrześcijanie praktykowali krucjaty czy inkwizycję, to historia oceniła te gesty jako wypaczenie chrześcijanstwa. Kiedy muzułmanie niszczą nieobrzezanych, to robią to w imię ich religii, tzn. zfanatyzowanego systemu, gdzie nie odróżnisz religii od polityki, polityki od ekonomii, sportu od przemocy zinstytucjonalizowanej. Niewolnictwo! Większy obrót w handlu zagranicznym niewolnikami mieli (i mają do dziś) Arabowie niż biali. Jeżeli wyszczerbiony półksiężyc zarzuca nam laicyzację, to ja się nie zgadzam. Opozycja islamska to tylko manifestacja kompleksów, naiwności i infantylizmu. Co Arab ma pod czaszką? - oślą kupę! Turban na głowie Araba to tylko zabandażowana głowa (bo chora), ot cała symbolika. Islam w swojej historii nie doświadczył jeszcze etapu, który my nazywamy modernizmem. Koran możesz czytać, ale nie możesz go interpretować, ani zadawać pytań o jego genezę, nie możesz pytać o relację autorytetu panującego do prawdy obiektywnej, itd. Maurowie nie rozwinęli interpretacji krytycznej tego co robią. Racją ich bytu jest feudalizm i przemoc - wymarzone środowisko dla wściekłego psa. Dlatego potrzeba, żeby les F16 pozbyły się trochę złomu nad Irakiem. Irak składa się z terrorystów, niedoszłych terrorystów, przyszłych terrorystów i piasku - jakich dowodów jeszcze nam trzeba? Pomyślnych wiatrów!"

 

Bracie Chrześcijaninie! Siostro Chrześcijanko! I Ty, Drogi Przyjacielu, który wprawdzie nie wierzysz, ale nie są Ci obce ideały cywilizacji europejskiej! Islam wdziera się do Europy wszystkimi możliwymi drogami. Zagraża nam jak nigdy od czasów bitwy pod Poitiers. Zagraża naszej kulturze i cywilizacji, naszemu wspólnemu europejskiemu dziedzictwu.

 

Wołam więc do Ciebie, jak przed laty, w roku 1095 wołał na Synodzie w Clermont - Ferrand Papież Urban II: EUROPEJCZYKU, DO BRONI !!!!!!!

 

Geopolityk