Quo vadis Polonia ?

Dwadzieścia lat temu z okładem wkraczaliśmy wszyscy zda się w nową epokę naszej Ojczyzny. Wielu z nas (chociaż nie wszyscy) uwierzyło w porozumienia okrągłostołowe i powiew tego „nowego”, które miało zrywać z komunizmem, rysować nowe nadzieje na przyszłość, tworzyć Niepodległą Rzeczpospolitą. Zgadzaliśmy się z kontraktowym podziałem Sejmu, cieszyliśmy się z nowego ciała legislacyjnego – Senatu. Ogromna większość Narodu entuzjastycznie witała pierwsze kroki na drodze ku pełnej niepodległości. Media różnej maści, dotychczas niby skłócone, podtrzymywały nas w tym duchu. W jedną trąbke dmuchali zarówno reżymowi dziennikarze „Trybuny Ludu” jak i ich „opozycyjni” konkurenci spod znaku „Gazety Wyborczej”. Tak było u progu lat 90-tych.

 Rychło okazało się, że całe okrągłostołowe porozumienie to jedna, wielka szopka komunistów, którzy szukali jakiegos zabezpieczenia dla siebie i swoich rodzin w obliczu sypiącego się systemu. Firma ubezpieczeniową mieli być dawno towarzysze partyjni z kręgów tzw. „opozycji demokratycznej”, którzy dla materialnych profitów i udziału we władzy gładko zgodzili się na wszystko. Tym bardziej, że ta część „opozycji” w większości miała długą kartę współpracy agenturalnej z władzami PRL. Stąd też zgodnie niszczono, palono archiwa osobowe agentów, wymazywano kryminalną przeszłość oprawców komunistycznych, zapewniano dzieciom decydentów epoki PRL-u intratne stanowiska w przyszłości. Równie zgodnie wyciszano bądź zamazywano zbrodnie tzw. „nieznanych sprawców” popełniane na księżach katolickich tudzież innych niewygodnych osobach. Wypada tylko przypomnieć, że w tym samym roku 1989 zamordowano trzech księży, szczególnie mocno związanych z rzeczywistymi tendencjami i ruchami niepodległościowymi: Ks. Stanisława Suchowolca, ks. Stefana Niedzielaka oraz ks. Sylwestra Zycha.

 W sferze polityki bieżącej nowej władzy postkomunistycznej pojawiła się doktryna tzw. „grubej kreski”, stanowiąca swoistego rodzaju amnestię całkowitą i totalną dla zbrodniarzy komunistycznych. Torpedowano wszelkie wysiłki następnych rządów do ujawnienia szczątkowych nawet list agentów. Walkę toczono pod hasłem: albo układ albo nic. Na dłuższą metę taka polityka nie miała większych szans powodzenia, bo i powoli, aczkolwiek skutecznie, skołowaceni przez klikę komunistyczno-demokratyczną Polacy zaczęli otwierać oczy na otaczającą ich rzeczywistość. Sięgnięto po oręż totalnego unicestwienia Polski w teoretycznych ramach Unii Europejskiej, zaś praktycznych – nowej Rzeszy Niemieckiej. Postsowiecka lecz imperialna Rosja – jak zawsze w historii bywało – wygrała przetarg na Polskę do spółki z Niemcami. Rozpoczął się wpierw tzw. etap prywatyzacji.

 Z ekonomicznego punktu widzenia, po okresie rządów komunistycznych, taka ograniczona – co chcę podkreślić – prywatyzacja, miała swoje uzasadnienie. Jednakże pod płaszczykiem tzw. prywatyzacji w wydaniu Stolzmanna-Kwaśniewskiego rozpoczęła się absolutna i niczym nieograniczona wyprzedaż polskiego majątku narodowego, nawet tego o znaczeniu strategicznym. Jednoczesna propagandowa nagonka ku bezwarunkowemu przyjmowaniu Unii Europejskiej oraz jawne wyrzeczenie się niepodległości państwowej, dopełniały reszty. Jednoczesne propagowanie anarchii moralnej, ośmieszanie tradycji i ethosu narodowego czy wartości społecznych – dopełniły miary. Pieniądz i tylko pieniądz stał się wartością najwyższą dla tychże wartości. Ten „chocholi taniec” niczym z „Wesela” Wyspiańskiego trwa do dzisiaj.

 Czytając doniesienia prasowe w różnego rodzaju mediach ma się wrażenie, że całość zainteresowań i wartości Polaków sprowadzają się tylko i wyłącznie do jednego określenia: mieć, posiadać. Cała reszta ethosu narodowego: kultury, tradycji i religii to jakieś niemodne echa „moherowych beretów”, babć i osób z tzw. oszołomów. Tak to własnie przedstawia propaganda antynarodowa i antypolska na każdym kroku. Ważniejsze i lepsze – według tejże – jest propagowanie tzw. „mody europejskiej”, w której nie ma miejsca na „anachronizmy” narodowe, katolickie czy rodzinne.  „Moda europejska” to przecież „wolność ludzka”. To zezwalanie na wszystko, czego nie zezwalają przykazania Boże, to ośmieszenie „skostniałych” tradycji religijnych Polaków jako śmiesznych dla tzw. „postępu ludzkości”.

 Jednocześnie – pod tą powłoczką materializmu codziennego – kryje się o wiele większe zagrożenie dla Polaków i Państwa Polskiego. W zalewie niby „najważniejszych” doniesień prasowych około 80% to sprawy finansowe: o ile zmaleją lub wzrosną takie czy inne składki, gdzie i jak najlepiej zarobić, jakie są notowania na giełdzie by nie stracić, jakie protesty i o jaką podwyżkę chodzi itp. W sumie układa się to w pewnego rodzaju logiczną całość dla ludzi, którzy z westchnieniem marzeń zazdroszczą tym, co posiadają wiele wiedząc, że oni sami ledwo mogą powiązać koniec z końcem.

 Na zdrowy rozsądek nie ma się co dziwić tym, którzy tak myślą, bo właśnie to był pierwszy etap do ich zniewolenia totalnego. Oni przecież też by chcieli być bogaci a tutaj albo nie mają pracy, albo nie moga spłacić zaciągniętych w podstawionych im bankach rat, a i kolejne głosowanie na Tuska i jego PO nic dla nich nie przyniosło. Tacy ludzie żyją marzeniami i obietnicami kogokolwiek, nawet Totalizatora Sportowego czy różnego rodzaju Lotków, ściągających tygodniowy haracz z najbiedniejszych, liczących, że ich dola się odmieni jak za pociagnięciem czarodziejskiej różdżki. Młode pokolenie najbiedniejszych z kolei nie ma szans na przebicie się przez układy i to rodzi kolejne tragedie.

Jednakże doniesienia prasowe czy internetowe są pełne obietnic spełnienia się w ten czy inny sposób marzeń tych, którym nie danym było mieć w rodzinie członka byłej PZPR, obecnego PO czy kryminalistę. PSL też obecnie moge bys brane pod uwagę w mniejszej cenie bo to ugrupowanie cieszy się obecnie każdym ochłapem ze strony stołu pańskiego, jaki tylko ogrzeje pośladki na dzierżonym stołku.

 Obecnej propagandzie chodzi o to, by pod kontrolą umieścić pokorne „barany i owce”, które będą się oburzały żądaniem podwyżek dla tych czy innych, zwiększonymi cenami w sklepach dzięki rzekomej „koniunturze europejskiej czy swiatowej” czy wreszcie kto kogo obraził, kto przeciw komu co powiedział i czy miał podstawy do powiedzenia. A, i właśnie – do tego trzeba dodać część „rozrywkową” TVP czy TVN, które „podbudowują” oglądaczy szmirowatymi serialami typu: „M-jak miłość” i innymi, które pobiły ilością ogłupiających odcinków nawet słynną szmirę „Isaurę”. 

Wiadomo – szaremu motłochowi trzeba dać „chleba oraz igrzysk”. To hasło sięga starożytnego Rzymu a pewnie jest i o wiele starsze. Chleba na razie coraz mniej więc tym wiecej „igrzysk” trzeba by motłoch siedział cicho. Chleb jest – owszem – ale coraz droższy. Skuszeni propagandowo zagranicznymi wojażami w tysiącach teraz zasilają bezdomnych w różnych państwach UE, żywiąc się szczurami z okolicznych kanałów lub trudniąc się prostytucją. To jest rozwiązanie Platformy Obywatelskiej – Tuska, Komorowskiego, Schetyny, Sikorskiego i innych ichnich wyznawców na niezadowolonych, szukających swojego miejsca poza byłą Polską.

A właśnie – i tutaj docieramy do sedna sprawy – do byłej Polski. Od chwili przystąpienia do Unii Europejskiej pod egidą Niemiec, Polska stała się wasalem tej struktury. Za czasów Stolzmanna-Kwaśniewskiego wyrzekła się niepodległości całkowicie ale proces ten idzie dalej. Ś..p. Prezydent RP Lech Kaczyński starał sie jak mógł walczyć przeciw postanowieniom tzw. Traktatu Lizbońskiego. Starał się walczyć z upadkiem, spowodowanym akcjami postkomunistów i mediami z nimi skoligaconymi. Jego słynna polityka prorodzinna z „becikowym” na początek miała słuzyć umocnieniu się polskiej rodziny. Jego wschodnia polityka zagraniczna zaczęła przynosić owoce w postaci rosnącej siły Polski na arenie międzynarodowej jako pośrednika z Ukrainą czy Gruzją. Jego twarde „NIE” dla korupcji, mafijnych układów i innych patologii społecznych stanowiły następne punkty, które jako Prezydent realizował.

O wiele ważniejszym jest to, co się dzieje obecnie z Polską pod rządami monopolistycznymi PO. Zgadzam sie z moimi wieloma rozmówcami, że termin: Polska należy do nazw historycznych.  Nie ma bowiem w nim żadnej suwerennej władzy, bo władza należy do jakiegos tak ciała spoza granic byłej Polski. To pewnik.  

Starania dyplomatyczne, które przywiodły region polski do tej samej sytuacji, która królowała w rozpasionej i sprzedanej na długie lata Rzeczypospolitej to przede wszystkim tzw. „oddanie się pod opiekę sąsiadów”.  Przypomnijmy sobie, że w XVXIII wieku część szlachty mówiła: : „nie ważne, kto – ważne , by płacił”. Dzisiaj dokładnie taka postawa jest dominująca wśród młodych ludzi, przylatujących do USA czy zasilających inne regiony UE.  Po prostu filozofia panienki spod latarni… 

Spójrzmy sie na to, co nad głowami materialnie zorientowanych nowobogackich oraz Polaków sie gromadzi. Jest to temat trudny, bo wielu z nas woli o tym nie mysleć, zaś media skutecznie rozmywają obraz, adresując 80% wiadomości na tematy drugo-, trzecio- i dalszorzędne. Tzw. euroentuzjaści nie chcą tego widzieć, zaś tzw. eurosceptycy nierzadko po prostu nie zastanawiają się nad tym, sprowadzając argumentację wyłącznie do sfery prywatnych finansów.

Chodzi o powolne, ale stałe przygotowania do prostego wymazania byłej Polski z map świata. Głównymi autorami tego – jakże nienowego – pomysłu są: główny dyrygent UE Niemcy oraz Rosja. Skąd my to znamy, prawda ? Zagrożenie jest tym poważniejsze, że wiele kroków na tej drodze już się dokonało lub dokonuje na naszych oczach. Uważny czytelnik wiadomości na przestrzeni ostatnich 2 lat mógł wyłowić pewne elementy tej polityki antypolskiej naszych sąsiadów, chociaż w lewackich mediach, skoligaconych z PO i obecnym rządem były ona marginalizowane czy wręcz pomijane.

Wiadomo, że w momencie przystąpienia do Unii Europejskiej Polska utraciła swoją niepodległość. Utraciła na rzecz – jak się to ciągle nam wmawia – wielkiej idei europejskiej oraz swobód demokratycznych. Przemilcza się fakt, że utraciła niepodległość na rzecz najmocniejszego elementu tejże Unii – Niemiec. A widać to na każdym kroku. Od opinii Niemiec i stanowiska kanclerz Angeli Merkel zależy powodzenie lub oddalenie każdej ustawy Parlamentu Europejskiego czy Komisji Europejskiej. To, o czym marzył Neumann w swojej teorii „Mitteleuropy” na przełomie XIX i XX wieku, wreszcie stało się faktem. Niepowodzenia wprowadzenia tej teorii siłowo w obu wojnach światowych spowodowały korektę niemieckiej dyplomacji na przestrzeni lat. Właśnie narzędzie Unii Europejskiej dozwoliło kanclerz Merkel na przeprowadzenie planu Wielkiej Rzeszy Niemieckiej, o której marzyli i Bismarck i Hitler.

 Aby nie zanudzać szczegółami, lecz dać jakiś pobieżny zarys teorii „Mitteleuropy” Neumanna powiem krótko, że za główny cel stawiała sobie ona zjednoczenie europejskie pod władzą Berlina. W pierwszej fazie przewidywała ona rozszerzanie wpływów Niemiec w kierunku południowo-wschodnim, sięgając Bliskiego Wschodu, w drugiej zaś – podobne podporządkowanie sobie krajów na południe od Niemiec i tym samym zmuszenie antagonistycznej Wielkiej Brytanii do podporządkowania się woli Berlina. Przypomnijmy, że kiedy powstawała idea „Mitteleuropy” Polska znajdowała się pod zaborami. Dlatego nie była ujeta w planach Neumanna jako region, którego i tak na mapach nie było.

 Gnezą I wojny światowej była właśnie realizacja owej teorii, w tym budowa kolei z Berlina do Ankary z przedłużeniem do Bagdadu i Teheranu. W tamtych czasach kolej była głównym wyznacznikiem kierunku i siły wpływów. Wiązało się to bowiem z niemal natychmiastowym podbojem ekonomicznym i rozwojem gospodarczym państwa, do którego należała kolej. Dlatego Anglia oraz Francja poczuły się zagrożone w swoich mocarstwowych pozycjach na Bliskim Wschodzie, na skutek czego ostro zwalczały niemieckie inwestycje. Z drugiej strony Niemcy rozbudowali do gigantycznych rozmiarów swoją flotę – Kriegsmarine, by z morza móc kontrolować wszelkie kierunki ekspansji. Dzieki temu wpływy niemieckie zaczęły przenikać do Afryki Północnej, zwłaszcza do Maroka.

Własciwość dyplomacji niemieckiej z jednej oraz zwłaszcza brytyjskiej (w mniejszej mierze francuskiej) była tak intensywna, że wybuch wojny o strefy wpływów musiał doprowadzić do otwartego konfliktu zbrojnego. Po stronie Niemiec stały skolonizowane już własciwie państwa monarchii habsburskiej: Austro-Węgry. Zabójstwo arcyksięcia Ferdynanda było tylko pretekstem do wybuchu wojny, do której w sumie obie strony przygotowywały się od dawna, rozbudowując własne siły zbrojne.  

Plany Hitlera również opierały się początkowo na idei „Mitteleuropy”, lecz zostały zmodyfikowane o elementy własne dyktatora. Po I wojnie światowej powstało wiele nowych państw w Europie Centralnej (rozpad Austro-Węgier w 1918 roku czy likwidacja zaborów). Dlatego głównym dążeniem musiało być – siłą rzeczy – przywrócenie „porządku przedwersalskiego”. Stąd najpierw likwidacja Czechosłowacji, anschluss Austrii i wreszcie wspólna z Sowietami napaść na Polskę w 1939 roku. Były to jakby nowe elementy, nieujęte w teorii „Mitteleuropy”. Dalsze jednak posunięcia wojenne przed napaścią Niemiec na Związek Sowiecki ukazują dobitnie kierunki działań niemieckich: praktyczne uzależnienie Węgier, Rumunii, Bułgarii, Włoch, by napaść na Jugosławię, Grecję, a potem na Afrykę Północną. W międzyczasie zlikwidowano praktycznie Francję i małe państewka takie jak Belgia, Holandia czy Norwegia, doprowadzono do roli wasala Szwecję i Hiszpanię.

Po II wojnie światowej głównym dążeniem Niemiec było najpierw zjednoczenie oraz przywrócenie blasku stolicy Berlinowi, przy jednoczesnej rekonstrukcji gospodarki oraz odbudowy siły militarnej. Kiedy to wszystko stało się już faktem, a same Niemcy – jako członek EWG (pierwowzoru UE w jej gospodarczej odmianie) – stały się z dnia na dzień pierwszą potęgą Europy, powróciły dawne tęsknoty do Wielkiej Rzeszy Niemieckiej. Parasol Unii Europejskiej jest tutaj dla Niemiec Angeli Merkel idealnym wprost rozwiązaniem. Do chwili obecnej cała Europa jest praktycznie wasalem Niemiec. No, może poza niepokorną Anglią. Ale od czego jest tutaj tzw. teoria demokracji, będąca w istocie dyplomatyczną plasteliną ? Na demokrację powoływali się przecież komuniści, wołając o tzw. demokracji ludowej. Kanclerz Merkel jako wybitna osoba w dyplomacji zagrała i tą kartą i pojawił się autonomiczny rząd Szkocji, wyłoniony przez szkocki parlament. Na bazie praw człowieka, na które kanclerz Merkel jest „straszliwie uczulona”, w Unii Europejskiej przeforsowano ustawy, które spowodowały ogromny napływ Arabów zwłaszcza do Francji i Anglii. Rzecz ciekawa, że same Niemcy narzekają, iż mają problem z muzułmanami, lecz w Niemczech w ogromnej większości są to Turcy, na trwałe wymieniani w teorii „Mitteleuropy” Neumanna.

Tutaj dochodzimy do spraw ziem polskich, które są niejako „odbudową porządku” sprzed 1918 roku. Na początek – wielkie donacje na rozwój „właściwych mediów” w Polsce, idące z różnych osrodków zagranicznych. Jeszcze wtedy Niemcy kamuflowały się – stąd donacje pochodziły z kregów, związanych z nimi lecz nie wprost z Berlina. Następnie akces Polski do Unii Europejskiej, przez którą można z łatwością narzucać wszelkie prawa z Brukseli czy Strassburga. Łasych na łapówki polityków w Polsce było łatwo zjednać – wystarczyła śmiesznie mała (jak na standardy europejskie czy światowe) „wkładka do portfela” odpowiednich polityków polskich czy jakaś „nagroda” europejskiej organizacji albo wreszcie fundusz specjalny Unii, by każda sprawa przeszła.

Za tym szły i idą konkretne polityczne działania. Najpierw były one nie do przyjęcia dla innych byłych państw (Konstytucja Europejska), więc wycofano się z niej na rzecz Traktatu Lizbońskiego, do którego zmuszano rządy poszczególnych krajów. Sam Traktat Lizboński jest o tyle ciekawy, że w sumie żaden z polskich polityków nie potrafi o nim nic powiedzieć. Ale media zrobiły swoje – rozpętały kampanię za przyjęciem Traktatu, którą podpisał w imieniu regionu polskiego posłuszny woli Niemiec Radziunio Sikorski z PO. Aby Traktat został łatwiej „przełknięty” a i uprzednio chybiona tzw. Konstytucja UE wprowadzono w życie Traktat w Schengen, znoszący całkowicie granice w tak „zjednoczonej” Europie. To zapewniało głosy różnego typu nowobogackich oraz snobów z wielu państw, w tym i z Polski. Traktatowi z Schengen zrobiono tak wielki rozgłos medialny, że zagłuszył on dokładnie wszystkie inne wydarzenia na świecie.

Z Traktatem Lizbońskim miały wielkie problemy przynajmniej 3 byłe niepodległe państwa, zmuszone akcesją do UE zrzec się podstawowych praw suwerenności. Były to: Irlandia, Czechy i Polska. Jedynie w Irlandii sytuacja wymknęła się spod kontroli kanclerz Merkel i przeprowadzono tam referendum, które odrzuciło ów Traktat. W Polsce i Czechach sytuacja była o wiele bardziej prosta: w obu krajach rządziły przecież proniemieckie rządy, zaś problemem byli tylko prezydenci tych państw: Kaczyński i Klaus. Dlatego z jednej strony zaczęto opluwać do najwyższych granic w mediach obu prezydentów, a z drugiej zaczęto przygotowywać nowe referendum w Irlandii. Bo głosowanie musi iść aż do skutku, dopóki nie wygramy, prawda ?

 Po kejnym referendum w Irlandii oraz złamaniu Prezydenta Czech, Prezydent Lech Kaczyński, który przyrzekł podpisać ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, jeśli Irlandia i Czechy go przyjmą – podpisał również. Osobiście rozumiem ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bo on był zawsze przykładem dla dotrzymania słowa i prawdomównym, jeśli cos zadeklarował. Tak było w życiu jego rodziny, tak było i w życiu politycznym. Był on świetnym politykiem, lecz przy tym miał tę godność i honor, że raz danego słowa nigdy nie wyrzekł się. Dokładnym jego odbiciem jest Jarosław Kaczyński. A to, że w propagandzie antypolskiej pseudopolaków zezwierzęconych z PO i ich mediów są przedstawiani jako najgorsi ? Szatan anioła przecież nie bedzie chwalił…

 Po sprawach politycznych, w których Traktat Lizboński ustabilizował władzę Niemiec czyli tzw. Unii Europejskiej nad krajami, co co których Niemcy roszczą sobie pretensje, nastąpił kolejny krok na drodze do ubezwłasnowolnienia byłej Polski.

 Dlaczego z uporem pijaka, powracającego do płotu, stale powtarzam, że byłej ? Ano dlatego, że w niepodległym, suwerennym państwie 3 podstawowe gałęzie władzy są w rękach Narodu. Sa nimi: władza ustawodawcza, władza wykonawcza oraz władza sądownicza. Decyzje władzy ustawodawczej (Sejmu i Senatu RP) zostały ucięte do spraw budżetowych, decyzje władzy wykonawczej (rząd i ministerstwa) zostały podporządkowane przepisom UE (czytaj: Niemiec) do tego stopnia, że nawet nie pofatygowano sie by przepisy przetłumaczyć na jezyk polski. A władza sądownicza ? No cóż, odwołań od sądów ziemskich polskich do Sądu w Strassbourgu na tysiące jest. I Strassbourg jest najwyższym sądem dla ziem polskich.

 Poza jednak tymi politycznymi sprawami, które sprawiają, że dawną Polskę możemy liczyć jako niebyłą, są jednak i groźniejsze sprawy, które wprost wskazują na absolutną chęć Niemiec do wymazania byłej Polski z map świata. Pewną ciekawostką jest, że już w USA – obok tradycyjnych map Europy – pojawiły się w sprzedaży mapy współczesnego świata, na których tereny Unii Europejskiej są zaznaczone jednym kolorem ze stolicą w Brukseli. Takie mapy od obecnego roku szkolnego są wymagane dla uczniów wszystkich szkół. Ciekawe, prawda ?

 Ale zobaczmy co sie w byłej Polsce dzieje. Rządy Tuska, wiernopoddańcze Niemcom wyprzedają majątek narodowy za bezcen pod szumnym hasłem prywatyzacji. Pod młotek idą kolejne zakłady przemysłowe, kolejne fabryki, z których pracownicy są natychmiast rugowani. Prywatyzacja – to było konieczne by przejść z rządów komunistycznych do normalności. Lecz taka „prywatyzacja” jaką forsuje Tusk i jego PO to po prostu morderstwo, popełnione na Polsce. Nawet Pan Janusz Korwin-Mikke, znany ze swoich oryginalnych wycieczek prywatyzacyjnych przyznał, że coś tutaj nie tak. Bo zupełnie jest nie tak. PO i Tusk wyprzedają wszystko na prawo i lewo – byle mieć z tego obrywy do własnych kieszeni i by jakoś podtrzymać rozpadający się budżet państwowy.

 Ale to nie da się tylko wyprzedażą majątku narodowego zrobić. Bo tego majątku już nie ma. Ale dlatego to wszystko jest już ścisle związane z gospodarką Niemiec, jak chciała tego kanclerz Merkel. Ona swoje stocznie choćby w Rostock czy Hamburgu potrafiła uratować. Ale też i kupiła inne businessy w byłej Polsce… Nie wiem czy to jest fakt znany, ale Polfa, produkująca lekarstwa to firma węgiersko-niemiecka Gedeon-Rychter Polska ?

 Do tego dochodzi wręcz agenturalne podejście do spraw polskich, zaprezentowane przez Tuska i jego ministra – pożal sie Boże – Radziunia Sikorskiego w sprawie gazociagu z Rosji. Sam fakt powstania takiego gazociagu ( i ropociągu) świadczy o tym, na ile była Polkska, a obecnie region polski sie liczy. Oczywiście, potem w mediach różnmych ogłoszono o wielkim sukcesie ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego bo on wynegocjował „aż” to, że rurociąg bedzie wkopany tak, by nie był niebezpieczny dla statków, wpływających do portu w Szczecinie.

 Ostatnio są budowane albo zostały już zbudowane autostrady, łączące zachodnie części byłej Polski z Berlinem. Nieważne, że zawsze, w każdym państwie, drogi są budowane do stolicy. To zawsze normalna polityka każdego państwa. I teraz się przyjrzyjmy nakładom Niemiec na drogi, łaczące Gdansk, Szczecin,  Wrocław czy Opole a także Katowice z Berlinem. Niedługo zostanie wykończona autostrada łacząca Warszawę z Berlinem… Ślicznie, prawda ? I po europejsku…

Jednocześnie coraz bardziej niepokojącycm staje się fakt wydania przewodników turystycznych oraz map sugerujacych, że np. Kraków został wziesiony przez Ukraińców  i wszelkie opiowiadania o nim są  po prostu „polskim nacjonalizmem” . Miliony takich „przewodników” zostało wydanych w Kijowie… Za czyje pieniadze i kto temu służył ?

 Ale wszystko wydaje się być zrozumiałe, jeśli wszechwładna Unia Europejska zaczyna „głaskać”  sowiecką Ukrainę i oficjalnie spoglądać w byłe Imperium Rosyjskie. Przecież była Polska Tuska to nic a nowa Polska Komorowskiego to wladza carska Putinów. Teraz tylko czas, który się liczy….

 

Roman Skalski

 

This entry was posted in Polonia Semper Fidelis. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *